Insision – Ikon

Insision znam od kilku miesięcy i to jedynie za sprawą ich najnowszego albumu, wydanego z resztą dość już dawno temu, bo w 2007 roku. Przyznać się jednak  bez bicia muszę, że „Ikon” porwał mnie na tyle, że ta szwedzka banda długowłosych mrocznych muzykantów codziennie gości w moim odtwarzaczu, serwując mi  na śniadanie dawkę porządnego, brutalnego death metalu, zagranego z pomyślunkiem i przy pomocy zawodowej techniki. Porywające blasty, wiercące w głowie riffy gitarowe, brutalność i epicka chwytliwość, głęboki, wyrafinowany growl – oto Insision i ich „Ikon” w największym skrócie…

Krążek zaczyna króciutki, ale jakże porywczy i brutalny utwór „A Ravenous Discharge”. Tak, znowu do diaska jest to pierwszy utwór na albumie i znów to mój faworyt. Nie ma się jednak czemu dziwić! W tych niecałych dwóch minutach Insision pokazał, na co ich stać. Prześwietne wstawki gitarowe, perkusja doprowadzająca mnie do ekstazy i ten wokal, który po nocach śnić się może! Szybko mija ta kompozycja, ustępując miejsca „Unbind My Hands”. To kolejny wymiatacz, z rozbudowanym jednak bardziej motywem przewodnim. Jest tu swego rodzaju „groove” i „feeling”, jakiego często brakuje na wydawnictwach poważnych gwiazd gatunku. Słychać na kilometr, że muzycy Insision robią to, co kochają w życiu najbardziej. „By Habit” to zlepek ekstremalnego podejścia do tematu i perfekcji instrumentalnej. Są tu zwolnienia, które miażdżą ucho, są przyśpieszenia i blasty, dzięki którym zobaczyć orła cień to pikuś! „Depleting The Non-Being” jest utworem dość skomplikowanym, powielającym jednak schematy z poprzednich numerów. Szaleńcza solówka w tej piosence to element, któremu mam niewątpliwą przyjemność przyznać pierwszego muzycznego Oscara! „Into The Cold” zabiera nas w zimne zakamarki chłodnej Skandynawii, z której pochodzi z resztą Insision. Ślimak, rozpoczynający utwór to mistrzostwo świata. Ogółem, to najwolniejszy kawałek na całej płycie, różnicujący schematyczność, jaką do tej pory serwowali Szwedzi. „Breathing The Black Dust” odgraża się natomiast pędem i energią. To techniczny, brutalny i naprawdę znakomity kęs, który gryzie się i przeżuwa z największą przyjemnością! Następnie do ust wpada nam „Doubt Denied”. To mięcho jakich mało! Ach, ta podwójna stopa! Ach, te gitary! Ochów i achów za mało, żeby wystarczająco opisać mój zachwyt nad tym numerem. „Entangled In Thorn” to potęga, uderzająca w klatę z mocą Saurona (North, wybacz)! Sztandarowy riff death metalowy, ekstremalne podejście do sekcji rytmicznej i wokal, który co prawda niektórym wydać się może płytki, ma jednak w sobie głębię i charakter! Ostatni utwór na płycie to „The Magnet Soul”, magnetyzujący słuchacza niesamowitym klimatem i magicznymi riffami. To porządne zakończenie, ani trochę nie odstające od pozostałych numerów, a w połączeniu z pierwszym „A Ravenous Discharge”, tworzące zgrany i spójny album. Od początku do końca brutalny jak Pan Bóg przykazał!

Insision to kapela godna najwyższych honorów, teraz już to wiem, ale nie byłem tego taki pewien słuchając za pierwszym razem „Ikon”. Czas zapoznać się z resztą dyskografii tego szwedzkiego zespołu. Tymczasem jednak polecam wszystkim miłośnikom gatunku ten krążek, bo naprawdę warto go znać i posiadać!

 

VN:F [1.9.17_1161]
Oceń:
Ocena: 0.0/10 (0 głosy)