Annihilator – Annihilator

Ten kanadyjski potwór thrash metalowy wydał jak do tej pory trzynaście albumów studyjnych. W nagraniu każdej płyty brał udział założyciel i jak do tej pory, jedyny członek starych składów – gitarzysta Jeff Waters, który jest dla mnie wirtuozem gitary elektrycznej. Jego solówki zachwycają, podnoszą na duchu, zmuszają do refleksji… i są wprost jak z krainy czarów! A mimo to są również szybkie i niesamowicie poprawne technicznie. Pierwszym kawałkiem Annihilatora, jaki miałem przyjemność słuchać była „Ultraparanoia”, piosenka o solówce tak cudownej, że zmusiła mnie do zapoznania się z całą dyskografią tego zespołu. Mógłbym się zachwycać nad każdym wydawnictwem wyjętym spod skrzydeł Watersa, dziś jednak pod młot idzie jedynie najnowsze dzieło kanadyjskiej grupy, zatytułowane po prostu „Annihilator”.

Rozpoczynamy trasę po dziesięciu niesamowicie technicznych, mających jednocześnie duszę i charakter kawałkach, opatrzonych w magiczne gitary solowe i rozpoznawalne na całe kilometry riffy Jeffa. Na początek „The Trend” zaczynający się trochę nieco jak rocko-podobne twory typu „The Jonas Brothers”. Całe szczęście, nieszczęsny motyw trwa jedynie kilka sekund, po czym następuje typowo annihilatorowa rąbanka na całego! Z zamkniętymi uszami da się to rozpoznać! Mało kto tak konsekwentnie tworzy we własnym, wypracowanym i dopracowanym do perfekcji stylu. „The Trend” raczy nas grą instrumentalną przez pierwsze dwie minuty, co jak na sześciominutowy utwór to całkiem sporo. Nie jest to jednak nudne i monotonne granie, a wirtuozeria w najlepszym wydaniu! „Coward” jest kolejną piosenką, szybszą od poprzedniczki. Co ja mówię… to dosłownie huragan, zmiatający z powierzchni ziemi wszystko, co spotka na swojej drodze! Speed metal w najlepszym wydaniu! Zmiany tempa, agresywny wokal i piorunujące solówy – tak właśnie bym opisał tę piosenkę. Następnym utworem jest „Ambush”, zabijający od pierwszych sekund perfekcją i potęgą! Przyznaję kolejnego Oscara muzycznego – tym razem dla gitary rytmicznej. Sam jestem gitarzystą, dlatego cokolwiek wiem… a wiem na pewno, że chcąc zagrać ten kawałek, trzeba uzbroić się w żelazną rękę, bo zwykła może nam odpaść po kilku sekundach gry! „Betrayed” zaczyna się wolnym intro, trzymającym w napięciu przez pierwszą minutę. Następnie wchodzi regularny, dość pospolity, typowy dla Niszczyciela riff. Jest to jednak jeden z lepszych riffów na płycie! Przypomina mi moją ulubioną piosenkę „Ultraparanoia”. Kolejna piosenka „25 Seconds” wcale nie trwa 25 sekund, jakby się mogło zdawać! Trwa prawie pięć minut, a zaczyna się nietypowo, bo samym basem. Motyw ten powtarza się później w utworze jako przerywnik pomiędzy brutalną zwrotką i refrenem. Całkiem ciekawe rozwiązanie, tworzące ogółem zjadliwy utwór. Tappingowa solówka w tym utworze jest, szczerze mówiąc, niepasującym elementem, który na szczęście szybko zostaje zastąpiony przez zwykłą, kostkującą grę. „Nowhere To Go” to kolejny numer, oznaczony przeze mnie jako najgorszy na albumie. Śpiewane wstawki nie są dobrym pomysłem i psują cały, jak do tej pory doskonały wizerunek płyty. Z drugiej jednak strony nadchodzi thrash’n'rollowy „The Other Side”. Swingująca perkusja w połączeniu z niesamowitymi gitarami daje efekt, jakiego należałoby się spodziewać po tych dinozaurach thrashu! To jak dla mnie jeden z lepszych utworów na „Annihilator”. Są tu co prawda nieco melodyjne przyśpiewki, nie robią one jednak tak durnego wrażenia jak te z piosenki „Nowhere To Go”. Słuchając kolejnego utworu można zobaczyć śmierć we własnych oczach! „Death In Your Eyes” to kolejna ballada o zawrotnej prędkości. Ba, nawet blasta tu doświadczysz! Kolejną dawkę prześwietnych solówek uważam za „zażytą”! „Payback” to agresywnie przyjemny numer. Moje ulubione zmiany tempa są tu na porządku dziennym! Kwintesencja tego, co w takiej muzyce kocham najbardziej! Ostatnia piosenka na płycie to „Romeo Delight”. Jest to miłe dla ucha zakończenie kompilacji, wpadający w ucho numer, posiadający jednak niechlubne przyśpiewki. Da się jednak to znieść i ogólnie piosenka gniecie pośladki jak należy!

Annihilator to zespół, który po usłyszeniu jego nazwy od razu kojarzy mi się ze świetnymi solówkami, doskonałą grą techniczną i szybkimi, melodyjnymi kompozycjami. Na najnowszym albumie, Jeff i spółka pokazali, że ich zespół jest konsekwentny, zgrany i potrafi jeszcze skopać tyłki swoim fanom! Moim zdaniem to bardzo udana produkcja, posiada cudowne brzmienie, kompozycje na najwyższym poziomie i Jeffa Watersa we własnej osobie, który jest wizytówką dla samego siebie. Polecam album „Annihilator”!

 

VN:F [1.9.17_1161]
Oceń:
Ocena: 10.0/10 (8 głosy)
Annihilator - Annihilator, 10.0 out of 10 based on 8 ratings