Gdy kilka dni temu, pisząc recenzję najnowszej płyty szwedzkiego Wulfgara, porównałem ten zespół do trabanta, natomiast Amon Amarth do mercedesa klasy S, wyprzedzającego na trasie o całe kilometry starego, poczciwego grata, nie przesadziłem ani trochę, bo słuchając którejkolwiek z płyt Amonów, a w szczególności „With Oden On Our Side”, ma się wrażenie luksusu, jakie niemieckie auto jest nam w stanie zapewnić. To samo dotyczy mocy, zarówno silnik mercedesa jak i potęga tej pozycji w dyskografii Amon Amarth to istne turbiny o niszczycielskiej sile. Szwedzi na tym albumie przeszli samych siebie!
Kompilację spod znaku Odyna zaczyna galopujący „Valhall Awaits Me”, pędzący przez stepy Rohanu niczym Cienistogrzywy z powieści Tolkiena (swoją drogą dla tych co się jeszcze jakimś cudem uchowali: Amon Amarth to w języku sindarin, stworzonego przez Tolkiena, Góra Przeznaczenia, w której zniszczony został Jedyny Pierścień, rzucony w ognie Orodruiny przez Froda). Zmiana rytmu podwójnej stopy w tym utworze stwarza charakterystyczny klimat i chęć do machania głową! Gitary brzmią cudownie, melodyjnie i wprost majestatycznie. Również Johan Hegg, czołowy growler, dał z siebie wszystko i gołym uchem słychać, że With Oden On Our Side to dzieło pierwszorzędne, dopracowane niemal do perfekcji. Bardzo dobrym pomysłem było rozpoczęcie płyty właśnie tym utworem. Kolejna piosenka na albumie nosi tytuł „Runes To My Memory” i jest dla mnie najlepszym utworem pośród wszystkich zaserwowanych nam przez sztokholmskich wikingów. Ma co prawda bardzo prostą budowę, ale wokal i melodia współgrają tu ze sobą tak wyśmienicie, że ta piosenka spodoba się nawet tym osobom, które na co dzień nie mają nic wspólnego z death metalem. Do tej piosenki powstał teledysk, na którym wszyscy członkowie zespołu machają swoimi bujnymi czuprynami w rytm muzyki! „Asator” to zdecydowanie najszybsza pozycja na płycie. Moc, potęga i zniszczenie! Na koncertach świetnie wypada, gdy przy tekście „Fire! Burning in his eyes” ze sceny buchają olbrzymie jęzory ognia. Zaciekawionych odsyłam do portalu YouTube. „Hermod’s Ride To Hel” to wolny, epicki numer, będący dla mnie „balladą death metalową”. Posiada niesamowity tekst, który jest swego rodzaju dialogiem. Uwaga, osoby, które nie potrafią gwizdać, przy tym utworze automatycznie nabywają tę umiejętność
! Kolejny wolniejszy utwór to „Gods of War Arise”. Spytacie, czy nie jest to nudne, gdy na death metalowej płycie każdy kolejny utwór to wolny, melodyjny gniot? Otóż nie, bo Amon Amarth nie tworzy gniotów, a epickie i zapadające w pamięć arcydzieła, które każdy fan death metalu powinien znać i szanować! Również „Gods of War Arise” to arcydzieło. Podobnie z resztą jak tytułowy „With Oden On Our Side”, który jest jednym z lepszych utworów na płycie. „Cry of the Black Birds” to następny wolny numer, ale podobnie jak poprzednie, ma w sobie coś, co zmusza do podrygu, a tym czymś jest zapewne doskonale brzmiąca, idealnie równa podwójna stopa. Ogólnie jest to bardzo dobry singiel, wpadający w ucho, z cudownie dopasowanym wokalem. „Under the Northern Star” jest chyba najwolniejszą piosenką na albumie „With Oden On Our Side”, ale jednocześnie najbardziej klimatyczną i w moim skromnym rankingu, zaraz po „Runes To My Memory”, jest to najlepszy kawałek na płycie. Tak niskiego i głębokiego wokalu nie słyszałem jeszcze u nikogo. Johan pokazał w tym utworze swoją niepodważalną klasę i olbrzymie umiejętności. Zamykający płytę utwór to „Prediction to Warfare”, numer z długim intro, z przeplatanymi motywami, ze świetnym zakończeniem. Słowem, idealne zakończenie bardzo dobrej, kopiącej w tyłek płyty!
Amon Amarth po wydaniu „Fate Of Norns” wydawali się być u szczytu swoich możliwości kompozycyjnych. Wydając „With Oden On Our Side” zaskoczyli jednak wszystkich! I całe szczęście, bo utwory zaprezentowane na tym albumie brzmią wyśmienicie, głęboko i profesjonalnie. Technika kompozycyjna stoi tu na najwyższym poziomie, a produkcja albumu zasługuje na jakieś poważne wyróżnienie. To pierwszy album oceniony na pełną dziesiątkę
!
