2011
12.29

Zawsze bardzo miło wracam pamięcią do chwil kiedy poznawałem szeroko pojętą muzykę rockową
słuchając takich znanych zespołów jak Scorpions czy Aerosmith. Skoro muzyka się baardzo
spodobała, siłą rzeczy młody, głodny dobrej muzyki człowiek zabrnął w temat trochę dalej i na
mojej drodze pojawił się heavy metal, który pochłonął mnie już bez reszty. Szczęśliwym zbiegiem
okoliczności pierwszym albumem z jakim się zetknąłem był krążek formacji Iron Maiden z 1988 roku,
zatytułowany „Seventh Son Of A Seventh Son”. O nim chciałbym właśnie teraz napisać.

Ironi wystartowali pod koniec lat 70. by po serii przetasowań w składzie wydać debiutancki LP o
takiej samej jak band nazwie. Muzyka zespołu, będącego przedstawicielem NWOBHM spodobała się
w ojczyźnie Żelaznej Dziewicy a także odniosła sukces w dalekiej Japonii. Po wydaniu drugiej płyty
ekipę opuścił mający problemy z uzależnieniami wokalista Paul Di’anno i miejsce za mikrofonem
zajął Bruce Dickinson mający za sobą występy w zespole Samson, którego był niewątpliwie
najpewniejszym punktem. Pojawienie się Bruce’a w zespole zaowocowało wielkimi sukcesami na
całym świecie, kolektyw regularnie w przez kilka lat wydawał albumy będące niczym innym jak
zbiorami niemal samych metalowych megahitów, Brytyjczycy stali się symbolem ciężkiego grania
i niema zapewne nikogo kto mógłby zakwestionować ich wysoką pozycję na scenie. Nie znaczy to
jednak, że ekipy Steve’a Harrisa nie krytykowano. Największym mankamentem Ironów wskazywanym
przez prasę było powtarzanie wielu patentów i pomysłów oraz niechęć do częstszego wprowadzania
nowych środków wyrazu, zaproponowanie na płycie „Somewhere In Time” syntezatorów gitarowych
zapewne było pewnego rodzaju urozmaiceniem ale malkontenci liczyli na więcej…

Nastał rok 1988 i panowie Harris, Dickinson, Smith, McBrain i Murray podjęli decyzje o nagraniu płyty
innej niż dotychczasowe. Po pierwsze zaproponowali tutaj bardziej progresywną muzykę i postarali
się o skomponowanie kilku utworów o innej konstrukcji niż ich wcześniejsza twórczość. Kolejną
jakże znamienną dla albumu cechą jest warstwa tekstowa, jest to bowiem koncept album mający
opowiadać nam konkretną historię przez cały czas jego trwania. „Seventh Son Of A Seventh Son”
jest muzyczną adaptacją powieści Scotta Orsona Carda zatytułowanej „ Siódmy syn” opowiadającej
o losach Alvina Stwórcy, chłopca będącego tytułowym synem siódmego syna, posiadającego
nadprzyrodzone moce o którego duszę mają stoczyć batalię siły Dobra i Zła. Teksty na albumie
zawierające wiele odwołań do okultyzmu w moim przekonaniu dużo ciekawiej i bardziej bogato niż
w literackim oryginale opisują historię wymyśloną przez twórcę „Gry Endera”, dodam że tematyka
tego wyjątkowego longplaya dodaje mu wspaniałego, „piekielnego” klimatu, nietrudno zatem
wywnioskować, że płyta zawiera głównie utwory raczej posępne aniżeli radosne. Moim skromnym
zdaniem wiele zespołów zajmujących się graniem klimatycznego black metalu bardzo inspirowało
się tym krążkiem, oprócz infernalnej atmosfery mamy tutaj brzmienie, które nieco kojarzy mi się
z gatunkiem spod znaku rogatego a Bruce śpiewa niczym wściekły demon, oczywiście jednak
w ramach heavy metalowej estetyki. Podniosły i mistyczny charakter wprowadzają tutaj także
instrumenty klawiszowe, wyeksponowane momentami bardzo widocznie, co jest świadectwem
inspiracji dokonaniami gigantów rocka progresywnego, których hegemonia przypada głównie na lata
70.

Siódma, nomen omen pozycja w dyskografii ekipy Steve’a Harrisa zawiera 8 utworów( nie licząc
króciutkich fragmentów intra i outra zawierających się odpowiednio w pierwszym i ostatnim
kawałku) . Na pierwszy singiel wybrano „Can I Play With Madness” co okazało się być strzałem w
dziesiątkę bo to najbardziej przystępny kawałek z omawianego zestawu nie oddający jednak jego
prawdziwego charakteru. Prawdziwymi perełkami są inne fragmenty jak choćby „Moonchild”, posiadający ogromną moc brzmienia ale także sporą dawkę złowieszczości potęgowaną przez
brzmienie klawiszy-niewątpliwie jest to świetny opener. Bardzo ciekawy jest także „Infinite Dreams”,
konstrukcją przypominający np. „Halloweed Be Thy Name”- mamy tu piękny, spokojny początek,
z czasem jednak zespół przyśpiesza by zakończyć opowieść o niesamowitych snach obłędną
charakterystyczną dla Ironów jazdą… Ogromne wrażenie zrobił na mnie również kapitalny „The Evil
That Man Do” przede wszystkim ze względu na pracę pana za mikrofonem- tylko jeden wokalista
mógłby opracować i wykonać tak wspaniałe wokalizy jakie mamy przyjemność posłuchać w
refrenie. Opus magnum albumu stanowi kompozycja tytułowa, już sam początek zwala z kolan-
imitujące chóry klawisze i potężne ciosy gitar zapraszają nas do progresywno metalowej uczty,
okraszonej rewelacyjnymi pomysłami, zmianami tempa oraz powalającą instrumentalną końcówką
niepozbawioną brzmienia klawiszy, której można by słuchać godzinami. Kolejnym intrygującym
momentem płyty jest akustyczne zwieńczenie tytułu „The Prophecy” narzucające skojarzenia z grą
Tonego Iommi’ego, który niejednokrotnie kończył metalowe songi podobnymi zagrywkami. „The
Clairvoyant” zachwyca głównie kolejnym na płycie bardzo dobrym, dynamicznym refrenem, jednak
prawdziwy hit zostawiono nam na koniec płyty, „Only The Good Die Young” powala świetnym riffem
na początku, szybkim tempem, wspaniałą melodią oraz dźwiękami klawiszy.

„Seventh Son Of a Seventh Son” w chwili wydania wspiął się na pierwszą lokatę brytyjskiej listy
najlepiej sprzedających się płyt czego zespół nie osiągnął od czasu ukazania się pamiętnego „The
Number Of The Beast”. Jest to imponującym wyczynem zwarzywszy na koncepcyjny charakter
albumu i fakt, że mimo melodyjności i przebojowości mamy tutaj sporą dawkę bardziej ambitnych,
jak napisałem progresywnych dźwięków. Krytycy oczywiście jak zawsze w przypadku tak znanej
gwiazdy zostali w swoich zdaniach podzieleni w ocenie ich pracy, mimo że po dziś dzień dominują
opinie entuzjastyczne plasujące dzieło w panteonie arcydzieł klasycznego heavy. Od siebie dodam, że
próba połączenia tego co najlepsze w stylu grupy z nowymi pomysłami i szerszym instrumentarium
to nic innego jak kolejny sukces, pokaz kunsztu i udowodnienie niedowiarkom, że Maiden poruszając
się w swoje stylistyce potrafił wydusić z niej bardzo dużo nawiązując bezkompromisowo do innych
gatunków.

Iron Maiden realizując omawiany materiał dał także kolejny dowód absolutnego perfekcjonizmu i
profesjonalnego podejścia do tematu co da się zauważyć jeśli zwrócimy uwagę na jego produkcję i po
raz kolejny na fantastyczną oprawę graficzną.

Konkluzja może być tylko jedna-nawet osoby nie będące fanami Harrisa i spółki powinni po to
arcydzieło sięgnąć, chociażby po to żeby przekonać się o tym jak wielu naśladowców inspirowało się
nią. Dla fanów heavy to także będzie świetny kąsek, natomiast fani zespołu zapewne go znają.

Sławomir Skrzypczak

Wykonawca: Iron Maiden
Nazwa albumu: Seventh Son Of A Seventh Son
Rok wydania: 1988
Kraj: England
Gatunek: heavy metal
Liczba utworów: 8

Tracklista:

1. Moonchild
2. Infinite Dreams
3. Can I Play With Madness
4. The Evil That Men Do
5. Seventh Son Of A Seventh Son
6. The Prophecy
7. The Clairvoyant
8. Only The Good Die Young

Ocena kompilacji: 10/10

VN:F [1.8.6_1065]
Oceń:
Ocena: 10.0/10 (2 głosy)
VN:F [1.8.6_1065]
Ocena: +1 (1 głos)
Iron Maiden - Seventh Son of A Seventh Son10.0102

Brak komentarzy

Dodaj własny komentarz